header

8 marca 2008 r., 17:00 – Gdynia. [Arka Gdynia – PODBESKIDZIE]

Pojechaliśmy chyba w 18, wyjazd w piątek wieczorem, alkoholizacja bardzo mocna w pociągu. Jakieś szaliki wpadają w ręce. Piliśmy jakiś niedobry alkohol, choroba żołądkowa dała się we znaki.

Zanim trafiliśmy do Gdyni, „spacerowaliśmy” po Sopocie, gdzie okrzykami dajemy znać o sobie. Na śniadanie rybka plus piwo, do tego spacerowanie po pustej plaży – w końcu to marzec. Oczywiście o sobie dali znać ci co zawsze, czyli dwu nożne zwierzęta.

Spokojnie w tej grupie podróżujemy sobie komunikacją miejską. Po dojechaniu do Gdyni dzwoni do mnie komendant czy ktoś tam (nie wiem skąd dostał telefon, pewnie od kurdupla z klubu) czy już dojechaliśmy do Gdyni, bo czekają na dworcu? Po mojej informacji, że tak i że już jesteśmy pod stadionem, pies zdębiał, informując Nas, że możemy zostać napadnięci przez chuliganów Arki.

Po tym jak prosił Nas o poczekanie na Nich (co oczywiście olaliśmy), udajemy się na piwo. Miejsce jakie sobie wybraliśmy nie było typowe – była to knajpa Arkowców. Kibice Arki zachowali się bardzo fair i spokojnie sobie wśród nich przed meczem wypiliśmy po piwie, niektórzy postanowili odespać zarwaną noc.

Sam mecz zleciał bardzo szybko (mimo prowadzenia 2-0, przegraliśmy 2-3 co przewidziałem (Arka gol, Arka gol…). Arkowcy prowadzili bardzo dobry doping, odpalili trochę pirotechniki, my zaznaczyliśmy swoja obecność 2-3 krotnie.

Powrót w miarę spokojny, poza stacją w Kielcach. Po dojechaniu do Kielc szybko się zerwaliśmy, bo jeden z Nas mając za mało przygód postanowił zmienić wygląd jednego z wagonów należącego do taboru PKP. W związku z tym, że zamieszanie ze zmiana wyglądu wagonu spowodowało szybką reakcję sok-istów udaliśmy się szybko do naszego pociągu, którym dojechaliśmy już do Bielska. Wyjazd trwał ok. 40 godzin, ale było warto!

Relacja: B.

9 wrzesień 2009 r., Maribor. [Słowenia – POLSKA]

Spotykamy sie na dworcu w Bielsku-Białej o godzinie 19.00. Jest nas pięciu. Ruszamy pociągiem do Katowic. Tam czeka jeszcze dwóch naszych plus jeden Warciarz i dwóch fanów Dyskoboli. Razem udajemy się na zakup prowiantu do sklepu, parę osób idzie jeszcze zjeść coś ciepłego. O 22.00 całą grupą jesteśmy na zbiórce. Na zbiórce nie ma żadnych przypadkowych osób, więc wyjazd zapowiadał sie bardzo obiecująco. Ładujemy się do autokaru i obieramy kurs na Słowenię. Czechy mijają nam dość szybko, bez żadnej większej promocji, tylko na ostatniej stacji trochę nadrobiliśmy zaległości, jak sie potem okazuje w ręce chłopaka od nas trafiają klucze od stacji. W Austrii problemy z psami. Sprawdzają nam dokumenty i jedziemy dalej. Wjeżdżamy do Mariboru, jak się okazało nasz ośrodek jest położony 30 minut jazdy samochodem do centrum. Warunki w ośrodku znakomite: basen, boisko ze sztuczna nawierzchnią. Umawiamy się, że jedziemy kolejką na trening kadry, ale jak sie potem okazało kolejka nie była czynna, a na nogach nikt nie chciał iść.

W tym momencie do ośrodka wjeżdża 5 samochodów policyjnych, jak sie potem okazało nie podobało sie im nasze zachowanie w basenie. Policja zawija jednego kibica (chyba Raków). Otaczamy samochód i dajemy do zrozumienia ze chłopak nigdzie nie pojedzie. Ciśnienie rosło, w końcu psy zaczynają nas pałować. Dochodzi do jakiś mniejszych starć. Cała sytuacja się uspokoiła ale chłopak pojechał (następnego dnia był już z nami).

W pięciu plus jedna uczestniczka wyjazdu stoimy na drodze do miasta, zatrzymujemy ciężarówkę. Jak się później okazało kierowca jechał do Mariboru. Ładujemy sie na samochód. Wołamy resztę wycieczki i w 40-45 osób jedziemy na pace do miasta. Na treningu spotykamy Grzegorza L. i dajemy mu do zrozumienia ze nie darzymy go zbytnią sympatią. To było by na tyle jeśli chodzi o pierwszy dzień …

Jako, że było boisko postanawiamy zagrać mecz ale niestety nie mamy piłki. Podczas przechadzki po ośrodku M. i F. od nas postanawiają sprawdzić co kryje sie za zamkniętymi drzwiami w innym hotelu. Jak się okazało w ich ręce wpada piłka która zostaje natychmiast skonfiskowana. No to co ?! GRAMY ! Jedna drużyna składała się z fanów GieKSy i Rakowa, a druga z fanów Tarnovii, ŁKSu Łomża i Podbeskidzia. Po godzinie zmagań górą okazała się koalicja Tarnów-Łomża-Bielsko. Udajemy się na stadion o dziwo na miejscu naszego wyjazdu zjawiła sie TV Sloweńska szukająca chyba jakiejś sensacji …

Na mieście dużo polskich kibiców i na każdym kroku pełno tych co zawsze. Zaopatrujemy sie w wejściówki i udajemy sie na stadion. W pewnym momencie przyjezdża grupa Januszów z PZPN – dajemy im do zrozumienia ze są nie mile widziani przez nas na stadionie. Jeden nie wytrzymuje i rzuca czapka w kibica, co jak się potem okazało nie opłaciło się mu. Ciśnienie wzrasta z każdą minutą, i się zaczęło … Próba wjazdu kończy się na policji. Wtedy cała wiara leci na drugą, gdzie nie było psów. Rozwalamy tylko ogrodzenie które postawiła policja. W tym momencie zjeżdża psiarnia i kończy cała zabawę. Jestesmy obstawieni z każdej strony bez opcji ucieczki.

Po chwili następuje przeszukanie, spisanie, skucie i jedziemy na komendę (od nas jeden chłopak z rozwaloną głową, oprócz tego koleś z Widzewa ze złamaną ręką). Psy były dobrze przygotowane – na Polaków czekał pusty parking, gdzie każdy jest wprowadzany. Kolejność była taka jak wcześniej. Kolejne spisanie, zdjęcie, protokół zatrzymania i do celi. Rano dostaje do podpisanie list na której widnieje 68 nazwisk. Nasza grupa zostaje wypuszczona rano jako ostatnia. Zmęczeni, brudni i nie wyspani idziemy na taxi i prosto do ośrodka. Tam szybka kąpiel, coś do jedzenia. Zbieramy się do wyjazdu, z naszego autokaru 2 osoby zostały jeszcze na komendzie. Jedziemy pod komisariat, ale nie ma możliwości na ich wypuszczenie wiec dwie osoby zostają, a my jedziemy. Powrót spokojny. W Bielsku jesteśmy o 24.00

Wyjazd na pewno zapadnie na długo w pamięci.

Relacja: B.